Włodzimierz Wołyński, reporterzy Paweł Bobołowicz i Wojciech Pokora2009-08-02 20:30:00
Nieznany mord na polskich żołnierzach września 1939 r. Radio Lublin odkrywa sowieckie zbrodnie
Do grobów polskich żołnierzy we Włodzimierzu Wołyńskim na Ukrainie dotarli reporterzy Radia Lublin. Wspólnie z dziennikarzami Rzeczpospolitej ustalili, że po Bykowni i Głębokiem Włodzimierz Wołyński może się okazać kolejnym miejscem kaźni setek polskich żołnierzy w tym również oficerów Korpusu Ochrony Pogranicza.
Andrzej Przewoźnik, sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa nie zgadza się z tezą, przedstawioną przez dziennikarzy Radia Lublin i Rzeczpospolitej, że we Włodzimierzu Wołyńskim znajdują się groby pomordowanych przez NKWD żołnierzy Wojska Polskiego. Twierdzi, że "Rada Pamięci zna i śledzi tę sprawę od 12 lat". Z kolei Instytut Pamięci Narodowej twierdzi, że w ogóle żadne śledztwo nie jest prowadzone w tej sprawie. "Dokumenty, które posiada IPN i Rada Pamięci dotyczą innej sprawy niż te, do których dotarli dziennikarze Radia Lublin i Rzeczpospolitej" - mówi rzecznik IPN, Andrzej Arseniuk…
Do sprawy będziemy wracać. Dziennikarze Radia Lublin będą m.in. sprawdzać czy faktycznie, a jeśli tak, to komu konsul generalny RP we Lwowie dostarczył dokumentację dotyczącą ekshumacji na terenie grodziska.
Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, po publikacjach w Radiu Lublin i Rzeczpospolitej, wróci do sprawy mogił we Włodzimierzu Wołyńskim - zapewnia sekretarz Rady Andrzej Przewoźnik. Przyznał, że od czasu pierwszych informacji w 1997 roku, żadne rozmowy na ten temat ze stroną ukraińską nie były prowadzone…
IPN w 2005 roku umorzył śledztwo w sprawie mordu we Włodzimierzu Wołyńskim. Na podstawie zeznań świadków przyjęto , że w 1941 roku zginęli tu zbuntowani więźniowie - mówi prokurator Krzysztof Falkiewicz...
Tymczasem według dokumentów i świadków, do których dotarli nasi we Włodzimierzu Wołyńskim mogą być pochowani polscy żołnierze i oficerowie.
Publikacje w Polskim Radiu Lublin i Rzeczpospolitej na temat masowych grobów we Włodzimierzu Wołyńskim to początek dziennikarskiego śledztwa - mówi redaktor Cezary Gmyz z Rzeczpospolitej...
Szczątki prawie 100 ofiar sowieckich represji odkryte we Włodzimierzu Wołyńskim na Ukrainie mogą należeć do żołnierzy i oficerów Okręgu Korpusu nr 2 w Lublinie dowodzonego we wrześniu 1939 roku przez generała Mieczysława Smorawińskiego. Korpus po 17 września poddał się Armii Czerwonej we Włodzimierzu. Pomimo uzgodnienia, jedynie rozbrojenia żołnierzy i wypuszczenia wolno, sowieckie wojsko otoczyło ich w pobliskim lesie i wzięło do niewoli. Być może to oni stanowili jedną z grup więźniów włodzimierskiej katowni NKWD. Tę hipotezę dopuszcza Anatol Sulik badacz, opiekun miejsc pamięci narodowej na Wołyniu…
Żołnierze mogli być wykorzystywani do budowy bunkrów na linii Mołotowa, a następnie rozstrzeliwani we Włodzimierzu prawdopodobnie w 1940 roku .
Do grobów polskich żołnierzy pomordowanych w latach 1939 - 41 we Włodzimierzu Wołyńskim dotarli Reporterzy Polskiego Radia Lublin.
Podczas cząstkowych badań archeolodzy odkryli szczątki 98 ofiar, które zginęły od strzału w tył głowy. Tak więźniów mordowało NKWD. Jak nas poinformowano na miejscu odkrycia, w pobliżu dawnego więzienia są także pochowane osoby cywilne.
Wołodymyr Stemkowski - dyrektor Muzeum Historycznego we Włodzimierzu podkreśla, że większość odnalezionych przedmiotów to elementy umundurowania polskich żołnierzy…
Kości w szpitalnym sadzie
W 1983 roku na terenie szpitala gruźliczego we Włodzimierzu Wołyńskim trwają prace porządkowe. Szpital jest położony na terenie starego grodziska. Otoczony kilkumetrowym wałem, zajmuje pomieszczenia dawnego carskiego więzienia. Przy pierwszych próbach ruszenia ziemi, robotnicy natrafiają na dziesiątki kości. Na miejsce przybywają „oficjalne czynniki”. Wykop zostaje zasypany. Co się stało z ludzkimi szczątkami nie wiadomo, ale wydarzenie to obudziło pamięć mieszkańców, a także pracowników szpitala. Wg relacji głównego lekarza Mykoły Varysevicza, na szczątki ludzkie na terenie grodziska natknięto się już w roku 1973 lub 74 przy organizacji szpitalnego wysypiska. Odkryte wtedy kości szybko zakopano. Po odzyskaniu niepodległości przez Ukrainę na początku lat dziewięćdziesiątych, do miejscowego muzeum historycznego zgłaszają się kolejni świadkowie. Przytaczają relacje dotyczące mrocznej historii włodzimierskiego grodziska, które zaraz po 17 września 1939 roku czyli po wejściu do Włodzimierza Wołyńskiego Sowietów, stało się więzieniem NKWD. Tę funkcję pełniło do 1956 roku z 3-letnią „przerwą” kiedy w tym samym obiekcie więzienie urządzili Niemcy.
W 1956 roku zostało przebudowane na szpital gruźliczy, który z założenia był miejscem ograniczonego dostępu, nie zachęcającym do zwiedzania i poszukiwań. Maryja Czernienko w swoich zeznaniach w połowie lat dziewięćdziesiątych wspomina, że współpracowała w tym szpitalu z byłą dozorczynią więzienia NKWD, Rosjanką z Tambowa. Od niej słyszała opowieści o tym gdzie rozstrzeliwano i zakopywano więźniów. Rosjanka nie chciała jeść jabłek i wiśni z drzew zasadzonych przy szpitalu, pamiętając o tajemnicy skrywanej w ich korzeniach. Czernienko wspomina, że budowy kolejnych obiektów na terenie grodziska zawsze oznaczały wykopanie wielu czaszek i kości, które gdzieś były przewożone i przenoszone bez dokumentowania. Wg niej cały plac szpitalny był wprost usiany mogiłami.
Ekshumacja w latrynie
Takie relacje świadków skłaniają w 1997 roku lokalnych historyków i dyrektora regionalnego muzeum historycznego we Włodzimierzu Wołyńskim Wołodymyra Stemkowskiego do zlecenia prac archeologicznych lwowskiej organizacji Poshuk, mającej pozwolenia na dokonywanie ekshumacji i wyspecjalizowanej w poszukiwaniu ofiar represji komunistycznych.
Ze względu na szczupłość środków, z olbrzymiego, ponad hektarowego terenu budzącego podejrzenia co do bycia zbiorowa mogiłą, organizacja typuje kwadrat o powierzchni 50 metrów kwadratowych. W tym miejscu, wg relacji świadków, w ostatnim okresie funkcjonowania więzienia, NKWD zorganizowało latrynę… W wyniku miesięcznych prac badawczych ukraińscy naukowcy odkopują olbrzymią ilość ludzkich szczątków, szkieletów, czaszek, a także przedmiotów będących w posiadaniu ofiar. Przeprowadzane dochodzenie pozwala ustalić, że szczątki należą do co najmniej 98 osób w większości będących żołnierzami. Ofiary w większości zginęły od strzału w tył głowy, część mogła zginąć od uderzenia tępym przedmiotem. Znalezione przedmioty świadczą, że są to szczątki polskich żołnierzy zamordowanych w 1940 roku. Amunicja, sposób śmierci, miejsce i data jednoznacznie wskazują na katów: NKWD, sowieckiej formacji odpowiedzialnej za mordy na polskich oficerach w Katyniu, Charkowie, Miednoje i wielu innych miejscach.
Ukraińskie służby przeprowadzają szczegółowe badania szczątków i znalezionych przedmiotów. Specjalny Akt Biura Medycyny Sądowej drobiazgowo opisuje metodykę prowadzonych badań na podstawie której stwierdzono, że śmierć ofiar nastąpiła 50 do 60 lat przed wydobyciem ich z ziemi (czyli okolice lat 30-40). Szczątki pięciu ofiar wskazują na wiek 70- 80 lat, dziewięciu na około 18- 20 lat, pozostałe w przedziale 25 – 30 lat. Siedem ofiar stanowiły kobiety. Wg aktu ekspertyzy naukowej Lwowskiego Towarzystwa Poshuk oprócz szczątków ludzkich odnaleziono:
- pagony żołnierzy Wojska Polskiego
- fragmenty pałatek, płaszczy i kurtek, także typu „makintosh”
- obuwie przeważnie męskie, zużyte, różnego typu, w części gumowe, tanie, produkcji sowieckiej (fabryka „Krasnyj treugolnik”)
- guziki z mundurów Wojska Polskiego
- bielizna męska wojskowa i cywilna
- kilka guzików kolorowych od odzieży damskiej
- guzik z munduru harcerskiego
- pieczątka z drewnianą rękojeścią z łacińskimi literami „M”, „R”, „L”
- puste naboje do Mauzera
- łuski do karabinów Mauzer polskiej produkcji z lat 1930 i 1937
- łuski do nabojów do karabinów Mauzer z 1916 roku
- łuski do nabojów do pistoletu Brauning kaliber 7,65 będącego na wyposażeniu NKWD
- kieszonkowy zegarek ‘Inbar” produkcja 20 wieczna
- stalowy zegarek kieszonkowy
- okulary ochronne motocyklowe
- monety sowieckie z lat 1932- 1940
- kajdanki z zamkiem i kluczem
- kajdanki z drutu kolczastego
Szeregowcy jak oficerowie
Nie znaleziono żadnych rzeczy umożliwiających identyfikację imienną ofiar. Jednakże znalezione przedmioty i fragmenty mundurów jednoznacznie wskazują, że ofiarami byli Polacy, w większości żołnierze Wojska Polskiego. Na podstawie daty bicia monet znalezionych przy nich w grobie można stwierdzić, że mordu dokonano w 1940 roku. Ciepłe ubrania wskazują, że musiała być to zimna pora roku. Ofiary mordowano bezpośrednio na miejscu, w większości wypadków strzałem w tył głowy z bliskiej odległości z pistoletu Brauning.
Nasi rozmówcy wskazują kilka możliwych hipotez kim były ofiary NKWD. Dyrektor muzeum regionalnego we Włodzimierzu Wołyńskim Władymir Stemkowski od lat zajmujący się tą sprawą, wskazuje na trop żołnierzy 2 Korpusu dowodzonego przez generała Smorawińskiego.
Na mocy paktu Ribbentrop – Mołotow 17 września 1939 na terytorium Rzeczpospolitej wkraczają wojska sowieckie. W ciągu kilku dni docierają do linii granicznej z Niemcami na rzece Bug w okolicach Włodzimierza Wołyńskiego. To właśnie w tym mieście wycofujący się z Kowla ze swoimi żołnierzami generał Mieczysław Smorawiński podejmuje decyzje o poddaniu się Korpusu Armii Czerwonej. Decyzje uzależnia jednak od możliwości rozpuszczenia wojska, tym samym chcąc zapewnić swoim żołnierzom życie. Sowieci formalnie akceptują porozumienie, a faktycznie 20 września, czołgi generała Bogomoleva otaczają żołnierzy i biorą ich do niewoli. Zwłoki generała Smorawińskiego są tymi, które w Katyniu zostają rozpoznane jako jedne z pierwszych, jeszcze przez Niemców.
Niewątpliwie polscy oficerowie 2 Korpusu zginęli w Katyniu. Co jednak stało się z szeregowymi żołnierzami wziętymi przez Sowietów do niewoli? Zdaniem Stemkowskiego mogli oni trafić do więzienia we Włodzimierzu, gdzie następnie byliby wykorzystywani do prac przy budowie umocnień tak zwanej linii Mołotowa, przebiegającej kilka kilometrów od Włodzimierza. Może na to również wskazywać zapis z ekspertyzy Lwowskiego Towarzystwa Poshuk wykonanej w 1997 roku: „Charakter obuwia i obecność pieniędzy pozwala przypuszczać, że byli oni wykorzystywani do prac poza granicami więzienia”.
Masowe groby szeregowców wg dr hab. Mieczysława Ryby Kierownika Katedry Historii Systemów Politycznych KUL, członka Kolegium IPN wskazywałyby na jeszcze większe bestialstwo Sowietów. Do tej pory uważano bowiem, że szczególnym represjom byli poddawani jedynie oficerowie Wojska Polskiego i przedstawiciele społecznych elit. Mordy na szeregowcach oznaczają także większy problem z identyfikacją ofiar i określeniem skali zbrodni.
Ukraińska Lista Katyńska
Druga hipoteza prezentowana przez Stemkowskiego, z którą zgadza się Sergiej Godlewski, w latach 90 przedstawiciel ukraińskiej Państwowej Międzyresortowej Komisji do Spraw Upamiętnienia Ofiar Wojny i Politycznych Represji, zakłada, że ofiary to najprawdopodobniej druga fala represjonowanych Polaków: żołnierze, osadnicy, osoby aktywne społecznie, które trafiały do więzienia włodzimierskiego w rożnych okolicznościach, a następnie realizując akcję mordu polskich elit zostali rozstrzelani. Wg Godlewskiego więźniowie nie mogli być wykorzystywani do prac przy budowie bunkrów linii Mołotowa bo stanowiłoby to za duże zagrożenie dla zdrady sowieckich, tajnych planów. Jednocześnie Godlewski zwraca uwagę na fakt, że jeńcom wykorzystywanym do tego typu prac nie pozostawiono by pasów, skórzanych rzemieni. Taka hipotezę dopuszcza również dyrektor Stemkowski. Niewątpliwie kluczem do wyjaśniane tej sprawy może być dokumentacja dotycząca personaliów więźniów oraz dalsze prace archeologiczne.
Obecność oficerskich i podoficerskich pasów oraz policyjnych pagonów wskazywać też może na sprawę tak zwanej Ukraińskiej Listy Katyńskiej. W latach 90 ujawniona została lista 3435 obywateli polskich przetrzymywanych w więzieniach na Zachodniej Ukrainie i rozstrzelanych na mocy decyzji z 5 marca 1940 r w nieznanych miejscach. Wiadomo, że przynajmniej część z nich to ofiary mordów NKWD w podkijowskiej Bykownie. Wg Godlewskiego osoby z Ukraińskiej Listy Katyńskiej mogły być mordowane również we Włodzimierzu Wołyńskim, Kowlu i Łucku gdzie znajdowały się katownie NKWD.
Godlewski zwraca uwagę, że nie znamy jeszcze całej prawdy o osobach pochowanych w masowych grobach we włodzimierskim grodzisku. Przebadano tam bardzo mały obszar a świadkowie tamtych zdarzeń wskazują, że ekshumacji należy dokonać na obszarze co najmniej hektara. Godlewski sądzi, że na terenie grodziska znajdują się masowe groby oficerów Korpusu Ochrony Pogranicza i dokładnie wskazuje, powołując się na relacje bezpośrednich świadków, miejsce w którym się one znajdują. Kopać należy zaraz przy bramie wjazdowej na teren grodziska, położone kilkaset metrów od miejsca przeprowadzonych w 1997 roku badań. Jeśli ta teoria się potwierdzi oznacza to, że we włodzimierskim więzieniu likwidowano więźniów i oficerów KOPu, polskich żołnierzy września 39 roku oraz przedstawicieli polskich elit społecznych. Rozstrzelania mogły odbywać się od 1939 roku, aż po czerwiec roku 1941.
Wyjaśnić i upamiętnić
Wątpliwości co do powiązania Ukraińskiej Listy Katyńskiej z ofiarami NKWD we Włodzimierzu Wołyńskim nie ma Anatol Sulik, opiekun miejsc pamięci narodowej, badacz polskich grobów na Wołyniu. Jego zdaniem mundury oraz dowody charakteru popełnionej zbrodni, jednoznacznie wiążą ją ze sprawa katyńską. Sulik uważa, że zbrodnie te były popełnione na początku sowieckich czystek na przełomie lat 1939 i 1940. Drugim takim miejscem kaźni może być więzienie kowelskie, w którym również natrafiono na polskie groby i również ze względów finansowych nie przeprowadzono kompleksowych prac badawczych.
Szczególnie tragicznym momentem włodzimierskiego więzienia jest 22 czerwca 1941 roku. Zaraz przed wkroczeniem Niemców do Włodzimierza Wołyńskiego, NKWD dokonuje masowych rozstrzelań więźniów. Świadkowie pamiętają, że osadzonych początkowo zabijano na wałach grodziska, później robiono to bezpośrednio w korytarzach więzienia z ustawionego tam karabinu maszynowego. Zbrodnię zakończono wrzucanymi do cel granatami. Spieszono się lecz nie zwolniono zatrzymanych. Wkraczający Niemcy pozwolili pochować pomordowanych w zbiorowej mogile zwieńczonej obeliskiem z napisem powstałym w 1941 roku: „Bojownikom o wolność Ukrainy 1919, 1920, 1939, 1941”. Niewątpliwie wśród pochowanych tam ofiar są ciała nie tylko Ukraińców ale i Polaków.
W ciągu 12 lat od odkrycia szczątków 98 ofiar mordu dokonanego przez NKWD nie przeprowadzono we Włodzimierzu, żadnych badań archeologicznych. Strona ukraińska wskazuje na brak środków finansowych, ale deklaruje chęć współpracy z Polakami. We Włodzimierzu nie zginęli tylko oficerowie, a wśród szeregowców niewątpliwie było wielu Ukraińców. Zatem i Polsce i Ukrainie powinno zależeć na rozszyfrowaniu włodzimierskich tajemnic i upamiętnieniu ofiar. Po ekshumacji w 1997 roku szczątki zostały pochowane w zbiorowej mogile na włodzimierskim cmentarzu komunalnym. Pochówkowi towarzyszyły duże uroczystości. Odprawiono prawosławną panichidę, obecny był miejscowy proboszcz katolicki, władze, przedstawiciele polskiego konsulatu we Lwowie. Dziś na małym placyku pozostał jedynie kilku metrowy drewniany krzyż. Ktoś dba o to by na mogile rosły kwiatki,by nie zarosła krzakami. Ale próżno szukać jakiejkolwiek tabliczki, informacji, że spoczywają tam ofiary NKWD. Siedemdziesiąt lat od wybuchu wojny i dokonanych pod czas niej zbrodni ludobójstwa, jej sprawcy wciąż pozostają bezimienni i bezkarni. Udało się im zniszczyć fizycznie olbrzymią część polskich elit. Skutecznie udało im się na dziesiątki lat skryć nazwiska swych ofiar. Współpraca Polski i Ukrainy może pomóc w wyjaśnieniu losów tysięcy naszych rodaków, z których wielu niewątpliwie spoczywa w zbiorowych mogiłach Włodzimierza Wołyńskiego.
Paweł Bobołowicz i Wojciech Pokora - Polskie Radio Lublin
Gorące informacje od poniedziałku do piątku. Zawsze w samo południe. W ciągu 30 minut aktualne wiadomości z regionu, Polski i świata. RADIOEXPRESS: wszystko to, co dzieje się w polityce, kulturze i turystyce.
W audycji jak zwykle przypomnimy wiele przebojów sprzed lat, ale nie zabraknie też utworów z najnowszych list przebojów, a także propozycji na nie. Przedstawimy także sporo newsów ze świata muzyki.
Więcej »